Czasem wystarczy osiem miesięcy, żeby całkowicie uzależnić od siebie i sobie podporządkować drugą osobę.

O buncie dwulatka słyszałem, znałem to z teorii, ale nie zaprzątałem sobie tym głowy, przecież jeszcze mamy sporo czasu. Jednak wcześniej pojawiło się coś o czym pojęcia wcześniej nie miałem – kryzys ósmego miesiąca.

 

Ósmego miesiąca przemiana nastąpiła

Pierwsze siedem miesięcy życia Aleksandra były wręcz idealne. Pierwsze miesiące w nocy budził się tylko na jedzenie a od 4 miesiąca przesypiał już nawet całe noce. W ciągu dnia od początku był bardzo grzeczny. Jak minął okres, w którym tylko jadł, spał i wiadomo co, też żadnych problemów nie było. Początkowo tam gdzie był – tam się bawił. Potrafił godzinę się sam w spokoju bawić, nie mając nikogo przy sobie. Oczywiście tego nie wykorzystywaliśmy, ale był czas na codzienne obowiązki. Gdy parę dni przed ukończeniem siedmiu miesięcy pierwszy raz samodzielnie się wyczołgał ze swojego pokoju, trzeba było poświęcać mu więcej uwagi. Był wszędzie, czołgał się po całym mieszkaniu. Jednak i wtedy był spokojny. Zostawiając go samego w pokoju potrafił się sam grzecznie bawić. Nadszedł w końcu ósmy miesiąc życia i operacja rozszczepu a potem ściąganie szwów. Po tym Aleksander się zmienił. Od momentu powrotu ze szpitala Oli zaczął bać się samotności, że rodzice go zostawią, że stanie mu się jakaś krzywda. Jak w pokoju ktoś jest, czy to Zuza czy ja, to jest wszystko dobrze. Jak Oli widzi rodziców to może się grzeczna sam bawić w łóżeczku, ale co jakiś czas zerka czy aby na pewno ktoś z nim jest – jak zobaczy mamę albo tatę to uśmiecha się i bawi dalej. Jeśli jednak zbliżamy się tylko do drzwi i Oli to zobaczy to automatycznie jest płacz. Ale nie jest to krzyk – wymuszacz (poznajemy kiedy Mały Człowiek wymusza :)). Jest to autentyczny strach, któremu towarzyszy krzyk i szloch z wielkimi jak grochy łzami. Jak się do niego podejdzie to spłakany Oluś wyciąga ręce, łapie za ubranie i aż się podciąga. Wystarczy go wtedy wziąć na ręce i przytulić a on się uspokaja i jest dobrze. Ktoś z nim musi być cały czas w pokoju. Nie jest to ważne co robimy. Nie musimy się z nim bawić. Ja mogę być odwrócony i pisać na laptopie, Zuza może czytać książkę lub wziąć go do kuchni, wsadzić do krzesełka i robić obiad.  Nie ważne co robimy, Oli musi tylko mieć nas przy sobie, wtedy czuje się bezpieczny.

W końcu postanowiłem zapytać w internetach dobrego wujaszka googla czy wie coś może na temat naszego problemu. I co się okazało? Co znalazłem? Otóż wpadłem na coś określanego mianem kryzysu ósmego miesiąca… Co to takiego? Zacząłem się bardziej zagłębiać w ten temat..

 

Kryzys ósmego miesiąca

Jest to okres, który zaczyna się ok. 8 miesiąca i trwać może aż do 12 miesiąca. Czas ten charakteryzuje się brakiem stabilności emocjonalnej, ale z drugiej strony wskazuje na prawidłowy rozwój Malucha. Jest to czas, w którym dziecko samodzielnie zaczyna poznawać świat i otoczającą go rzeczywistość, fascynuje go wszystko co jest w zasięgu wzroku. Jednocześnie jednak boi się oddalać od mamy. W naszym przypadku zamiast mamy może być i tata, ale nie u każdego tak jest. Czy coś można z tym zrobić? Tak. Cierpliwie i z uśmiechem przejść przez ten czas.

Kryzys ósmego miesiąca. Z tego co wyczytałem to dużo osób nie wie, że coś takiego w ogóle istnieje i takiego kryzysu nie przechodziło.

 

 

Co u nas spowodowało w 8 miesiącu strach i płacz Aleksandra? Czy było to efektem operacji czy po prostu weszliśmy w kryzysowy okres? A może złapaliśmy kumulację? Tak czy inaczej musimy to przetrwać, zarówno my jak i Oli.

 

 

***

 

Rate this post